niedziela, 8 maja 2022

Mam swoją Swirl

 Maj to piękny miesiąc, idealny na chodzenie po giełdach. Jak Ktoś może wcześnie wstać to serdecznie zachęcam. Sama ze wczorajszej wycieczki przywiozłam moją pierwszą Swirl Ponytail Barbie, lalkę produkowaną w latach 1964 - 1965. Oczywiście była brudna, rozczochrana, z warstwą kurzu i utlenionej miedzi na buzi. Nie robiłam jej zdjęć "przed", od razu trafiła do wanienki z wodą i szamponem.


Lalka cierpi na zaawansowane zielone zabarwienie okolic uszu pochodzące od miedzianych części kolczyków. Metal szpilek jest ekstremalnie cienki, przez co jeden mi się złamał... ale około 6mm zostało i kolczyk się trzyma. Wkrótce będę testować nowy preparat, który poleciła mi Ida, bo Benzacne raczej sobie z zieleniną nie poradzi. Jak zadziała, to rezultaty oczywiście pokażę.
I muuszę popracować jeszcze nad fryzurą ...







Do kuracji nowym preparatem nadaje się jeszcze jedna Sarah Louise, która ma niebieską kropkę na czole. Z kropką walczę już rok ...


5 komentarzy:

  1. Zazdroszczę. Jest naprawdę piękna. Mam nadzieję że te zielone ślady dadzą się usunąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na jej wiek i tak jest nieźle, nawet z tymi zielonymi uszami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za kuracje, bo panienki cudne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze raz gratuluję, swirl jest w cenie, ja mam tylko główkę, którą odszczurzałam ponad pół roku. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, a gdzież to dają takie retro-piękności? ...

    OdpowiedzUsuń